Reise in eine mir fremde Welt
Nun stand der Zug schon 40 Minuten in Berlin-Ost. Als wir in den Bahnhof einfuhren, wurden wir von etlichen
Uniformierten begrüßt, die mit Gewehren über den Schultern alle zehn bis zwanzig Meter auf dem gesamten Bahnhof
Aufstellung genommen hatten. Augenblicklich trat in unserem Abteil vollständige Ruhe ein. Gefühle wie Angst,
Erwartung, aber auch Entrüstung und Hilflosigkeit bemächtigten sich der Fahrgäste. Ich fragte mich, was wohl die
Kriegsgenerationen, also Eltern und Großeltern in Anbetracht dieser Situation 22 Jahre nach Beendigung des
Krieges für Empfindungen haben mussten. Ihre Blicke sprachen Bände, doch eine Bemerkung machte niemand.
Ich begann allmählich zu verstehen, warum jeder in unserer Familie so von unseren polnischen Verwandten sprach,
als lägen tausende von Kilometern zwischen uns. Jeder dieser bewaffneten Soldaten war ein
Tausend-Kilometer-Meilenstein zwischen Menschen, die zueinander gehörten.
Soldatenstiefel brachten in diesem Moment den gesamten Zug zum Vibrieren. Abteiltüren wurden kraftvoll aufgerissen,
Stimmen ertönten: "Sie befinden sich in der Deutschen Demokratischen Republik. Gepäckkontrolle! Wem gehört dieser
Koffer? Öffnen Sie ihn!" Kein freundliches "Bitte", kein "Guten Tag", kein Lächeln begleitete die Sprache dieser
Menschen. Alles war auf Machtausübung hin ausgerichtet, Menschlichkeit und Nähe schienen verboten zu sein. Die
Reaktion der Fahrgäste, auch unsere, kann ich nur als gehorsames, zurückhaltendes Dienen bezeichnen, und ich
erlebte an mir zum ersten Mal eine Form der Anpassung an Befehle, die mir bis dahin fremd war.
Auch wir entkamen nicht der Kofferkontrolle, ...
|
Podróż do obcego mi świata
Już 40 minut pociąg stał w Berlinie Wschodnim. Gdy wjeżdżaliśmy na
dworzec, pozdrowiło nas kilku umundurowanych, którzy z bronią na ramieniu
rozstawieni byli co dziesięć, dwadzieścia metrów. Do naszego wagonu
momentalnie wkroczył całkowity spokój. Uczucia jak strach, oczekiwanie, ale
też oburzenie i bezradność, zawładnęły pasażerami. Zapytałam siebie, co
musiały czuć pokolenia wojny, czyli rodzice i dziadkowie, w tej sytuacji, 22 lata
po jej zakończeniu. Spojrzenia podróżnych mówiły wiele, ale nikt nie ważył się
odezwać. Powoli zaczynałam rozumieć, dlaczego każdy w naszej rodzinie o
polskich krewnych mówiń tak, jak gdyby dzielińy nas tysiące kilometrów. Każdy
z tych uzbrojonych żołnierzy był kamieniem milowym, oznaczającym odlegńość
tysiąca kilometrów między ludźmi, którzy należą do siebie.
W tym momencie żołnierskie buty wprawiły cały pociąg w wibrację.
Gwałtownie otwarto drzwi przedziałów, zabrzmiały głosy: "Znajdujecie się
państwo w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Kontrola bagażu! Do kogo
należż ta walizka? Otworzyć!" Żadnego uprzejmego "proszę" czy "dzień
dobry", żaden uśmiech nie towarzyszył mowie tych ludzi. Wszystko było
skierowane na pokaz siły, człowieczeństwo i bliskość zdawały się być
zabronione. Reakcję pasażerów, naszą również, mogę określić tylko jako
posłuszne, powściągliwe podporządkowanie się, i po raz pierwszy
doświadczyłam na sobie formy przystosowania się do rozkazów, która do tej
pory była mi obca.
Również i nas nie ominęła kontrola bagażu, ...
|