Posen - meine zweite Haut…
Poznań - moja druga skóra…
(Neuerscheinung September 2008)

Barbara Erdmann:
- Gedichte und Geschichten über dein und mein Leben.
- wiersze i odpowiadania o moim i twoim źyciu.
ISBN: 978-3-8370-5883-3

Leseproben:

TÄGLICHE LIEBESERKLÄRUNG

Recke dich dem Tag entgegen
wische dir die Alpträume
aus den Augen
umarme den neuen Tag
küsse seine Sonnenstrahlen
trinke seinen Regen
fühle seine Kälte
ertrage seinen Frost
reiche ihm deine Hand
gehe mit ihm
in ein neues Abenteuer

keine Liebe so selbstlos
keine Umarmung so ergreifend
kein Kuss so innig
er gibt sich dir hin
schenkt sich dir ganz
immer
und immer wieder

erwidere seine Liebe
forme aus jeder Begegnung
eine kostbare Perle
reihe sie aneinander
deine Perlenkette -
dein Leben

CODZIENNE WYZNANIE MIŁOSNE

Chwytaj chwile dnia
ocieraj z twoich oczu
senne marzenia
obejmij nowy dzień
ucałuj jego słoneczne promienie
pij krople jego deszczu
poczuj jego chłód
przetrzymaj mrożny jego oddech
podaj mu swą dłoń
rozpocznij z nim
nową przygodę

żadna miłość tak mało wymagająca
żadne objęcie tak poruszające
żaden pocałunek tak gł e boki
on daje się tobie
daruje się całkiem
ciągle
i znowu

odpowiedz na jego miłość
z każdego spotkania
twórz bezcenną
perłę
nawlecz ją na łańcuszek pereł -
twoje życie

IM BOTANISCHEN GARTEN

Nicht Vater
nicht Mutter
und doch
jedes Jahr
anwesend
im Kreißsaal
bei der Geburt
deiner Herrlichkeiten

wandern
durch den Duftgarten
im Mai
tanzen mit den Farben
des Lebens
schauen
die Lustbarkeiten
der vollbusigen Schönen
dankbar
ihren Kuss erwidern
in ihrer Umarmung verharren
sie festhalten wollen
bevor ihr Abschied naht
versinken im Meer
von Flieder, Kirsche, Jasmin
niemals mehr
erwachen müssen

W OGRODZIE BOTANICZNYM

Nie ojciec
nie matka
a jednak
obecna
każdego roku
w izbie porodowej
przy narodzinach
twej wspaniałości

wędrować
przez pachnący ogród
w maju
tańczyć z barwami
życia
dostrzegać
zabawę
bujnego piękna
z wdzięcznością odpowiadać
na pocałunek
trwać w jej objęciach
zatrzymać ją
zanim nadejdzie pożegnanie
zanurzyć się w morzu
bzu, czereśni, jaśminu
by nigdy więcej
nie musieć się budzić

Reise in eine mir fremde Welt

Nun stand der Zug schon 40 Minuten in Berlin-Ost. Als wir in den Bahnhof einfuhren, wurden wir von etlichen Uniformierten begrüßt, die mit Gewehren über den Schultern alle zehn bis zwanzig Meter auf dem gesamten Bahnhof Aufstellung genommen hatten. Augenblicklich trat in unserem Abteil vollständige Ruhe ein. Gefühle wie Angst, Erwartung, aber auch Entrüstung und Hilflosigkeit bemächtigten sich der Fahrgäste. Ich fragte mich, was wohl die Kriegsgenerationen, also Eltern und Großeltern in Anbetracht dieser Situation 22 Jahre nach Beendigung des Krieges für Empfindungen haben mussten. Ihre Blicke sprachen Bände, doch eine Bemerkung machte niemand. Ich begann allmählich zu verstehen, warum jeder in unserer Familie so von unseren polnischen Verwandten sprach, als lägen tausende von Kilometern zwischen uns. Jeder dieser bewaffneten Soldaten war ein Tausend-Kilometer-Meilenstein zwischen Menschen, die zueinander gehörten.
Soldatenstiefel brachten in diesem Moment den gesamten Zug zum Vibrieren. Abteiltüren wurden kraftvoll aufgerissen, Stimmen ertönten: "Sie befinden sich in der Deutschen Demokratischen Republik. Gepäckkontrolle! Wem gehört dieser Koffer? Öffnen Sie ihn!" Kein freundliches "Bitte", kein "Guten Tag", kein Lächeln begleitete die Sprache dieser Menschen. Alles war auf Machtausübung hin ausgerichtet, Menschlichkeit und Nähe schienen verboten zu sein. Die Reaktion der Fahrgäste, auch unsere, kann ich nur als gehorsames, zurückhaltendes Dienen bezeichnen, und ich erlebte an mir zum ersten Mal eine Form der Anpassung an Befehle, die mir bis dahin fremd war.
Auch wir entkamen nicht der Kofferkontrolle, ...



Podróż do obcego mi świata

Już 40 minut pociąg stał w Berlinie Wschodnim. Gdy wjeżdżaliśmy na dworzec, pozdrowiło nas kilku umundurowanych, którzy z bronią na ramieniu rozstawieni byli co dziesięć, dwadzieścia metrów. Do naszego wagonu momentalnie wkroczył całkowity spokój. Uczucia jak strach, oczekiwanie, ale też oburzenie i bezradność, zawładnęły pasażerami. Zapytałam siebie, co musiały czuć pokolenia wojny, czyli rodzice i dziadkowie, w tej sytuacji, 22 lata po jej zakończeniu. Spojrzenia podróżnych mówiły wiele, ale nikt nie ważył się odezwać. Powoli zaczynałam rozumieć, dlaczego każdy w naszej rodzinie o polskich krewnych mówiń tak, jak gdyby dzielińy nas tysiące kilometrów. Każdy z tych uzbrojonych żołnierzy był kamieniem milowym, oznaczającym odlegńość tysiąca kilometrów między ludźmi, którzy należą do siebie.
W tym momencie żołnierskie buty wprawiły cały pociąg w wibrację. Gwałtownie otwarto drzwi przedziałów, zabrzmiały głosy: "Znajdujecie się państwo w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Kontrola bagażu! Do kogo należż ta walizka? Otworzyć!" Żadnego uprzejmego "proszę" czy "dzień dobry", żaden uśmiech nie towarzyszył mowie tych ludzi. Wszystko było skierowane na pokaz siły, człowieczeństwo i bliskość zdawały się być zabronione. Reakcję pasażerów, naszą również, mogę określić tylko jako posłuszne, powściągliwe podporządkowanie się, i po raz pierwszy doświadczyłam na sobie formy przystosowania się do rozkazów, która do tej pory była mi obca.
Również i nas nie ominęła kontrola bagażu, ...